Archive for Luty 2009

BRAZILIAN PARTY

20 lutego 2009

Karnawał trwa i choć Sydney nie bawi się tak hucznie jak myślałam to tutejsi Brazylijczycy tak :-) Kiedy dostałam zaproszenie na imprezę organizowaną przez Information Planet nie omieszkałam nie skorzystać. A nie była to zwykła impreza lecz prawdziwa brazylijska balanga na łodzi. Ja, czwórka moich polskich przyjaciół i kontyngent gorących południowców, wszyscy poubierani w czerwone karnawałowe koszulki, które dostaliśmy od organizatora, bawiliśmy się w scenerii rozświetlonego Darling Harbour i Port Jackson.

Na statku królował klimat prosto z Ameryki Południowej: energiczne rytmy, ekspresyjny taniec, rozbawieni ludzie. A sami Brazylijczycy? Poznałam naprawdę fajnych ludzi. Są bardzo spontaniczni i przyjacielscy. Miałam okazję zobaczyć jak się bawią i ile znaczy dla nich muzyka i taniec. No właśnie… taniec…  jak oni tańczą! Widać, że naród ten ma to we krwi. A mężczyżni…mmm… serwują przy tym ujmujące komplementy i sprawiają, że kobieta czuje się przy nich dwadzieścia razy bardziej kobietą.

Brazilian Party

Carna Sydney 2009

Carna Sydney

Carna Sydney

Carna Sydney

Carna Sydney Pizza

Brazylian Party
Brazilian Party

Reklamy

TRANSPORT W SYDNEY

19 lutego 2009

Po kilku tygodniach pobytu i nowych obserwacjach pora napisać pare słów o komunikacji miejskiej w Sydney. Oto czym i jak można się tutaj poruszać:

POCIĄGI
Są najpopularniejszym i najszybszym środkiem transportu w mieście. W tym miejscu chciałabym polecić wszystkim zakwaterowanie niedaleko stacji kolejowej, gdyż to zapewnia dostanie się do domu 24h (po połnocy na trasie kolei jeżdżą nocne autobusy). Pociągi w Sydney w odróżnieniu od innych miast są dwupoziomowe a stan ich, jakby to najprościej ująć, surowy. Bilet na przejazd (nie tylko na pociąg) można kupić na każdej stacji w Ticket Office (który czynny jest również w weekendy) lub maszynie, której obsługa (wbrew zdjęciu obok) jest bardzo łatwa. Rodzajów biletówAutomat do biletów jest wiele a wybór ich zależy od tego z jaką częstotliwością i na ilu trasach korzystacie z przejazdów. Ja używam biletu typu TravelPass, czyli biletu dającego mi możliwość poruszania się kolejką, autobusami i promami. Zakres użytkowania transportu determinowany jest strefowo: czerwona (City i jego okolice), zielona, żółta, różowa i purpurowa. Większość moich nowych znajomych mieści się raczej w strefie żółtej, która pokrywa znaczną część miasta. W moim przypadku udało się złapać na najtańszą strefe – czerwoną, za którą płacę 38 A$/tydzień.

Wyjątek! Stacje kolejowe przy lotniskach (Domestic Airport i International Airport) należą do prywatnych właścicieli, więc w razie chęci skorzystania z nich należy liczyć się z dodatkową opłatą (ok. 12 AS) za wkroczenie na teren lotniska i odwrotnie.

Uwaga! Jeśli TravelPass jest pierwszy raz kasowany po godzinie 3:00pm, data jego ważności jest o 1 dzień dłuższa, czyli od daty skasowania plus 7 dni.

Rozkład odjazdów pociągów, rozmieszczenie linii kolejowych oraz kwestie cen można sprawdzić na www.cityrail.info

AUTOBUSY
Najwięcej odjezdża ich z City, Wynyard i Circular Quay a przystanki rozmieszczone są głównie w okolicach stacji kolejowych. Wsiadamy do nich zawsze pierwszym wejściem, bez przepychanek ‚kto pierwszy ten lepszy’ bowiem obowiązuje tu reguła ‚przyszedłeś – stań w kolejce za ostatnim’ (błagam niech ktoś wprowadzi to w Polsce). Mimo iż posiada się w plecaku ważny na przejazd bilet, za każdym razem kiedy wchodzi się do autobusu należy go wyjąć i włożyć do kasownika, który wydając odpowiedni dźwięk sygnalizuje kierowcy jego ważność. Aby wysiąść z autobusu należy odpowiednio wcześniej zasygnalizować taki zamiar naciskając przycisk stop znajdujący się przy każdym siedzeniu. Zauważyłam też, że wielu podróżujących dziekuje kierowcy przy wysiadaniu, nawet gdy wychodzą tylnimi drzwiami, co uważam za bardzo uprzejme i godne naśladowania :-)

W przypadku autobusów również można używać travelpass’ów. Tutaj sytuacja wygląda nieco lepiej, gdyż autobusy mają właściwie tylko dwie strefy – czerwoną i zieloną, więc za 46 AS/tydzień można zjechać całe Sydney. Dopiero północno wschodnie rejony miasta (Pittwater) wchodzą na najwyższą purpurową strefę, ale tam raczej nie będziecie się wybierać.

Wyjątek! Nie we wszystkich autobusach można kupić bilet. Jeśli jest na nim informacja PRE PAY, tzn że bilet musicie mieć kupiony wcześniej (np. travelpass). Autobusy te są znacznie szybsze, gdyż z reguły mają o wiele mniej przystanków i dublują autobusy na najczęściej zapchanych trasach, np. Bondi Junction – Bondi Beach. I tu kolejna rada – niezależnie od ilości osób na przystanku, jeśli kierowca uzna, że pojazd jest przepełniony, to się po prostu nie zatrzyma! Czasem w popularnych miejscach, szczególnie w sezonie, gdy autobus jest jedynym środkiem transportu, można czekać na przystanku nawet kilka godzin, odprowadzając wzrokiem kolejne przepełnione pojazdy. Wiem, bo sama tego doświadczyłam i na piechote zasuwałam z Bondi Beach do Bondi Junction :/

Drugą ważną rzeczą jest to, że w ramach Sydney jeżdżą też prywatne korporacje, gdzie zakupione wcześniej bilety (np. słynny travelpass) mogą być nieważne i trzeba dokonać zakupu u kierowcy.

Osobom, które słabo orientują się jeszcze w terenie polecam stronkę http://www.131500.info/ – tu w łatwy sposób sprwdzcie kiedy i czym możecie dojechać do celu.

PROMY (FERRIES)
W przypadku tej opcji transportu mamy do czynienia z podziałem na strefę czerwoną i zieloną. Główny przystanek znajduje się w Circular Quay i to tak pięknie położnony bo naprzeciw Opera House. Jeśli posiadacie bilet typu travelpass (inny niż czerwony) to możecie mieć bezplatną wycieczką wzdłuż Parramatta River. Wystraczy, że wsiądziecie na prom do Parramaty (stanowsko 5) i przejedziecie się nim w dwie strony. Wówczas wszystkie widoczki od strony rzeki macie zaliczone i to za darmo! Podobne rejsy po rzecze organizują różne firmy, biorąc za tę przyjemność nawet kilkadziesiąt dolarów. Rejsy polecam szczególnie w pogodne dni, również w kierunku Manly i Taronga Zoo – można wtedy uniknąć korków w zapchanych autobusach i przy okazji zobaczyć miasto z zupełnie innej strony.

Więcej o podróżowaniu promami na www.sydneyferries.info.

Acha! Studenci, którzy płacą za naukę nie mają zniżek i ulg biletowych! I tym niezbyt optymistycznym akcentem kończę dzisiejszy post :-)

ZEMSTA MATKI NATURY?

9 lutego 2009

Trochę smutnych wieści. Od dwóch tygodni telewizja australijska szokuje nas obrazami największego w historii tego kontynentu pożaru. W południowej części stanu Wiktoria, Nowa Południowa Walia i Tasmania płoną lasy, farmy, urokliwe miasteczka i kurorty. Jak podały dzisiejsze media zginęło już ponad 180 osób, wiele straszliwie poparzonych przebywa w szpitalach, setki rodzin zostały pozbawione dachu nad głową. Ofiarą pożaru padło także wiele gatunków zwierząt, w tym kangurów oraz misiów koala, które instynktownie szukając schronienia na czubkach drzew, nie miały szans na przetrwanie :(

Tegoroczne pożary są wynikiem wielotygodniowej suszy i niewiarygodnie wysokich, sięgających ponad 45 stopni celsjusza temperatur. Już wiele tygodni temu wprowadzono kategoryczny zakaz  rozpalania ognia i urządzania BBQ. Policja surowo karze palczy, a za wyrzucienie niedopałka przez okno samochodu grozi nawet utrata prawojazdy.

Miejmy nadzieję, że dzisiejsze ochłodzenie i deszcze pomogą strażakom w walce z ogniem.

To jednak nie koniec australijskich tragedii. Podczas, gdy południowy wschód walczy z ogniem, półna Australia zmaga się katastrofalnymi powodziami, wywołanymi ulewami po przejściu cyklonu.  Niemalże dwie trzecie stanu Queensland znajduje się pod wodą. Lokalne władze codziennie przestrzegają mieszkańców przed krokodylami, które w czasie powodzi mogły dotrzeć do miejsc, w których nigdy wcześniej ich nie było. Brrrrrrr.