Archive for Styczeń 2009

AUSTRALIA DAY

26 stycznia 2009

Dziś, 26 stycznia, obchodziliśmy święto państwowe. Wszyscy z niecierpliwością czekali na wyscigi wszystkiego co pływa, parady, koncerty, fajerwerki, ale czy gdyby tak zapytać przeciętnego Australijczyka, na pamiątkę jakiego wydarzenia nie poszedł dziś do szkoły i skąd to całe zamieszanie, czy znałby odpowiedź?

Tylko przemówienia przypominały dzisiaj, że jest to dzień upamiętniający przypłyniecie pierwszej Floty Brytyjskiej i założenie przez kapitana Arthura Philipa kolonii karnej przy Port Jackson (dzisiejsze Sydney), pierwszej stałej osady w Australii.

Australia Day to dobry pretekst dla tutejszych tubylców, aby przyodziać się w narodową flagę, czapkę, skarpetki, wlasnorecznie uszytą sukienkę lub inne rzeczy ukrywane cały rok głęboko w szafie. 

I choć całe to wydarzenie przypominało wielki międzynarodowy odpust, może trochę odbiegający od oczekiwań to jednak warty zobaczenia. Dzień ten spędziłam z przyjaciółmi na koncercie jazz’owym w Pyrmont Park i uważam to za najciekawsze wydarzenie dnia :) !

Australia Day - wyścig łodzi

Australia Day

Australia Day

Reklamy

PIERWSZY DZIEŃ W SZKOLE

19 stycznia 2009

Dzisiaj byłam na pierwszych zajęciach. Na podstawie testu kwalifikacyjnego i rozmowy z Director of Studies zostalam przydzielona do grupy upper-intermediate, czyli tak nie za wysoko, nie za nisko. Oprowadzono mnie po szkole, zapoznano z rozkładem zajęć, z pracownikami, do których mam się zwracać w razie problemów, wręczono mi podręcznik, książeczkę z informacjami o szkole, mieście, świętach publicznych, przydatnych adresach itp. Trafiłam do 12-sto osobowej grupy, w której jak się spodziewałam króluje kontyngent brazylijski, następnie Korea, Hiszpania, Portugalia, jeden Włoch, jedna dziewczyna z Makao, jedna z Tajlandii i chłopak z Mozambiku. Jest naprawdę międzynarodowo i nie ukrywam zadowolenia z faktu, iż jestem tu jedyną Polką.

A to juz zdjecia z mojej drugiej szkoly…

SPRAWY ORGANIZACYJNE, CZYLI CO MUSIALAM ZALATWIĆ PO PRZYJEŹDZIE DO SYDNEY

15 stycznia 2009

Zacznijmy od tego co najważniejsze, czyli od telefonu. Australia to nie planeta z  kosmosu, nasze telefony działają tutaj, trzeba tylko pamiętać o zdjęciu simlock’a. Zapominalscy mogą zrobić to także na miejscu, tyle że za taką usługę trzeba zapłacić ok 30-40 A$. Ja blokadę ze swojej „starej” Nokii zdjełam za darmo w Polsce za pomocą serwisu internetowego :-)  Z trzech głównych operatorów telefonii komórkowej wybrałam VodaFone’a. Karta SIM kosztowała mnie 30 A$, w zamian dostałam numer i trochę kasy na rozmowy i smsy. Aktywacja karty jest niezwykle prosta, trzeba mieć tylko paszport w zasięgu ręki. A można to zrobić w trojaki sposób: online, telefonicznie (dzwoniąc pod bezpłatny numer 1555) lub w autoryzowanym punkcie VodaFone’a, gdzie zrobią wszystko za Was :-) Obecnie doładowuję konto pakietem Jumbo Cap za 29 A$, który daje mi do wykorzystania 150 A$ w miesiącu na rozmowy wewnątrz krajowe, miedzynarodowe (w tym do Polski) i smsy.

Karty pre-paid można kupić nimalże wszędzie, począwszy do autoryzowanych salonów, supermarketach, małych sklepikach i kioskach skończywszy. Kupując doładowanie w Woolworths’ie dostajemy 10% zniżkę, czyli za pakiet 29 A$ placimy 26.50 A$. Zawsze coś :-)

Nastepnie rzecz do wdrożenia to australijskie konto bankowe. Potrzebne jest każdemu, kto prędzej czy póżniej będzie chciał podjąć pracę. Większość banków nie pobiera opłat przy otwieraniu ani za prowadzenie rachunku bankowego, przynajmniej żaden z trzech, wśród których rozważałam otwarcie konta. Tak było i jest w przypadku mojego Commonwealth Bank, na który ostatecznie się zdecydowałam. Cała procedura otwarcia zajeła może z 30 minut, a z wymaganych dokumentów potrzebowałam tylko paszport i eCoE – elektroniczne zaświadczenie ze szkoły, które dostałam jeszcze w Polsce. Karta przyszła w ciągu 4 dni roboczych pod wskazany przeze mnie adres i jest o tyle fajna, że jest kartą wypukłą, co pozwala mi na dokonywanie zakupów internetowych, płacenie za hotel czy samolot bez wychodzenia z domu. Mam też wgląd internetowy, do tego co dzieje się na rachunku.

Podejmując pracę trzeba być rozpoznawalnym przez Urząd Podatkowy i posiadać swój numer identyfikacyjny. W tym celu należy złozyć podanie o Tax File Number, czyli Numer Podatkowy. Można to zrobić samodzielnie wypełniając formularz na stronie www.ato.gov.au albo tak jak ja udać się do agencji, gdzie zrobili to za mnie :-) Czasowo trwa to podobnie, jakieś 10 minut. List z numerem przyszedł do mnie po tygodniu (choć ustawowo może to potrwać do 28 dni).

Wraz z przyznaniem wizy automatycznie dostałam też pozwolenie na pracę, które aktywne będzie z pierwszym dniem szkoły. Będę mogła pracować 20 godzin tygodniowo w trakcie nauki oraz w pełnym wymiarze godzin w czasie wakacji oraz ostatniego miesiąca po zakonczeniu nauki.

Mając zalatwione wszystkie powyższe punkty, nie zostaje nic innego tylko zacząć szukać pracy :-)