Archive for Grudzień 2008

ODBIÓR Z LOTNISKA I NOWE MIESZKANIE

27 grudnia 2008

Lot Perth – Sydney był bardziej specyficzny niż poprzednie: więcej ludzi w hawajskich koszulach, kapeluszach, opalone twarze, krótko mówiąc wielki luz. Kiedy tak zmierzałam z nimi do hali przylotów przez moment przeszył mnie strach, że osoba która ma mnie odebrać zapomni, zaśpi, pomyli daty, terminale i będę musiała korzystać z planu B, ale naszczęście obeszło się bez tego i wśród kwiatów, pocałunków i machania łapkami dostrzegłam faceta trzymającego kartkę z napisem… MALGOSIA ! W tym momencie całe chwilowe napięcie zeszło, co więcej poczułam się niczym VIP z amerykańskich filmów. Emre, Turek do którego namiary dostałam jeszcze od agencji w Polsce, pomógł mi z odbiorem bagażu i w przemiłej atmosferze odtransportował pod same drzwi mojego mowego pokoju.

swieta-2053

Odbiór z lotniska

W progu przywitał nas Bruno, brazylijczyk który mieszka tu od czterech miesięcy. Jak mnie poinformował jestem już ostatnią z szóstki mieszkańców tego trzy pokojowego unitu. Reszty ekipy nie miałam jeszcze okazji poznać bowiem wszyscy są w pracy i szkole. Samo mieszkanie szału nie robi, ale jest tu wszystko, co potrzebne do normalnego funkcjonowania. Poniżej zamieszczam kilka fotek.

Kuchnia i przejście do pralni.

Kuchnia

Jadalnia połączona z kuchnią. Po lewej wyjście na balkon.

jadalnia

Pokój, który dzielę z Anną. Już po moim zainstalowaniu się :-)

Moj pokój

Reklamy

ŚWIĘTA W TROPIKACH

26 grudnia 2008

 

Nawet dzień przed Wigilią nie czułam atmosfery nadchodzących świąt. Nie pomogły witryny w sklepach, nie pomogła wielka choinka w City, nie pomogły mikołaje w krótkich spodenkach. Gdy jest 30 stopni na dworze czuje się lipiec na nie 24 grudzień!

 

Wigilia – dla Australijczyków nie istnieje. Nie siada się przy kolacji, nie robi 12 potraw, nie dzieli opłatkiem, po prostu dzień jak co dzień. To właśnie dzisiaj rzesze osób buszuje po sklepach w poszukiwaniu prezentów dla swoich bliskich.

 

Polacy, którzy są tutaj zdają sobie sprawę jak ciężko jest spędzać Wigilię daleko od domu, w tęsknocie za bliskimi i znajomymi. Dlatego ludzie, których tutaj poznałam przyjeli mnie z prawdziwa serdecznościa. Dziekuję  Danusiu i Robercie, Basiu i Adrianie, Justynko i Andrzeju – to dzieki Wam okres świąt w Perth był naprawdę wyjątkowy.

 

Pierwszy dzień świąt – to główny dzień świąteczny, kiedy to i tak ciche Perth zamarło zupełnie. Wszystkie sklepy są zamknięte a większość mieszkańców spędza ten dzień z rodzinami w domach, podróżach lub na piknikach. Jeśli ma się bratnią duszę warto udać się na plażę, do parku lub w inne publiczne miejsce, które tętni rodzinnym powiewem.

 

Drugi dzień świąt – to tzw. Boxing Day, czyli dzień obdarowywania się prezentami. Sklepy powoli się otwierają, ale z reguły większość osób ma wolne od pracy i spędza ten czas z rodzinami na plażach i piknikach.

 

Dzień ten dla mnie jest  na dwój sposób wyjątkowy: z jednej strony spędzam go na pikniku w jednym z perth’owskich parków, w towarzystwie przemiłych ludzi, w otoczeniu niespotykanych dla mnie roślin i zwierząt, z drugiej strony już za kilka godzin lecę do Sydney, do miasta o którym marzyłam całe życie, które znam niemalże w całości, ale tylko z opowiadań, internetu i przewodników. Czy jutro, kiedy wstanę będzie równie niesamowicie?

 

 

Perth - Świąteczne City

 

Kings Park - wigilijne popołudnie

 

Drugi dzień świąt

 

Drugi dzień świąt

 

Drugi dzień świąt

WYPRAWA NA ROTTNEST

24 grudnia 2008

 

Rottnest – niewielka wyspa i ulubione miejsce wypadowe mieszkańców Perth, oddalone zaledwie 30 minut od Freemantle, na którą można dostać się promem lub taxówką powietrzną. Możliwe jest równiez dostanie się z centrum miasta (przystań przy Bell Tower) – ja wybrałam tą właśnie opcję.

 

Koszty dotarcia (return ticket):

– prom z City 69 A$

– taxówka 89 A$

 

Przy opcji rodzin warto jest skorzystać z biletu rodzinnego (170 A$) ważnego dla 4 osób (w tym dzieci do lat 12).

 

Cała wyspa jest zbyt duża do przejścia na piechotę, szczególnie, że najwcześniej przyjeżdża się ok. godziny 11:00 (o 8:45 wyrusza pierwszy prom z przystani przy Bell Tower) a o 16:00 odchodzi już ostatni powrotny prom do miasta. Osoby, które na niego nie zdążą skazane są na nocleg pod chmurką  lub w jednym z moteli na wyspie).

 

Istnieją dwie praktyczne opcje poruszania się na wyspie: rower lub autobus. Rower to zdecydowanie opcja dla aktywnych. Z jednej strony daje swobodę poruszania się, z drugiej strony wymaga nie lada zaprawy aby podjechać pod wzniesienia, których na wyspie nie brakuje (wyspa ma ok. 28 km obwodu). Autobus to idealna opcja dla rodzin z dziećmi, osób starszych lub mało zaprawionych (chyba nie musze dodawać, że wybrałam tą  właśnie opcję :)  Koszt to 8 A$ za osobę, ale wsiada się i wysiada na dowolnym przystanku. Autobus jedzie stałą trasą wokół wyspy, w czasie której zatrzymuje się 18 razy, na planowym przystanku średnio co 30 minut.

 

Dobrze jest, aby przed wejściem do autobusu ustalić na których przystankach chce się wysiąść (mapka wyspy dostępna w punkcie informacyjnym na przystani). W moim zamiarze były dwie plaże południowe (na których bardzo wiało i woda była zimniejsza niż w Perth), dwie północne (zdecydowanie lepsze i cieplejsze) oraz miejsce, gdzie można spotkać Quokę (symbol Rottnest i patronkę lokalnej gazety).

 

Moje rady:

 

– należy zaopatrzyć się w prowiant i wodę, albo w Perth, albo w jedynym na wyspie dużym sklepie sporzywczym przy przystani (wbrew pozorom szeroki wybór produktów i przystępne ceny)

– ciepłą bluza i chusta na uszy wskazana

– płetwy i maska mogą ułatwić oglądanie flory i fauny oceanicznej, która znajduje się zaledwie kilka metrów od brzegu

 

 

Rottnest

Quoka

ATRAKCJE ZACHODNIEJ AUSTRALII

21 grudnia 2008

 

Planując podróż do bliższych lub dalszych zakątków Australii należy najpierw plan podróży, a potem niezależnie od tego, jakimi drogami będzie się pruszać  i jaką grupą, trzeba dobrać odpowiedni samochód. Osobom poruszającym się wzdłuż wybrzeża zwykły samochód osobowy wystarczy, natomiast Ci którzy chcą jechać w głb lądu powinny wypożyczyć auto z napędem na 4 koła. jest jeszcze opcja campera (swoisty dom na kółkach), który polecam osobom planującym podróż kolkudniową (zawsze to oszczędność na hotelach, które często nie przyjmują gości po godzinie 21:00).

 

Ja ostatecznie zdecydowałam się naosobówkę, którą planowałam objechać część Western Australia po trasie: Perth –> Hyden –> Albany –> Valey of the Giants –> Margaret River –> Perth

 

W Perth najbardziej polecaną firmą było Bayswater, na którego ostatecznie się zdecydowałam. Posiadają w swojej ofercie tylko jednąmarkę samochodu – Toyote Corolle w wersji hatch i sedan. Ceny za dobę zaczynają się już od 15 A$ za dobę, ale po dokupieniu wszelkich ubezpieczeń i opcji nielimitowanych kilometrów ostateczy koszt wychodzi w granicach 50 A$ za dobę.Przygotować się należy dodatkowo, że na karcie kredytowej zostanie zablokowane dodatkowo 300 A$ bondu na pokrycie ewentualnych szkód yrządzonych z własnej winy. Kwota ta znacznie wzrasta jeśli prawo jazdy ma się krócej niż 3 lata i/lub jeśli ma się mniej niż 25 lat. Osobom nie wprawionym do jazdy po lewej stronie ulicy + kierownica po prawej stronie polecam automatyczną skrzynie biegów (zawsze to jedna czynność mniej :)

 

Koszt paliwa wynosi ok 1 AS za litr, co w mojej Corolli pozwalało przejechać ponad 500 km na jednym baku (50 A$).

 

Moje rady:

– bez GPS’a ani rusz (dodatkowo 5 A$ za dzień wypożyczenia); w niektórych miejscach jest to jedyny weryfikator pozycji na kontynencie

– brak zasięgu telefonu zwłaszcza w głębi kontynentu

– brak zasięgu radia (warto zabrać ze sobą CD lub MP3)

– nie wolno gardzić stacjami benzynowymi i tankować jeśli wskażnik zejdzie poniżej połowy baku; podczas podróży mijałam miejsca, gdzie stacje były oddalone od siebie o kilkaset kilometrów

– należy zabrać ze sobą wodę i prowiant (czasem naprawdę długo trzeba czekać na coś jadalnego)

– należy trzymać się ograniczenia prędkości (nie chodzi tu o przestrzeganie zasad ruchu drogowego tylko o zagrożenie wyskakujących z nienacka kangurów i innych zwierząt)

 

 

droga w głąb lądu

 

HYDEN

 

Sama  miejscowość na maxa zadupiasta, ale znajduje się tam niesamowita skała w kształcie fali. Jest to jeden z dwóch najbardziej popularnych monolitów w całej Australii (obok Ayers Rock).

 

 

Wave Rock

 

ALBANY

 

Perth jest cichym miastem, ale przy Albany to głośna metropolia. Samo miasto City niewielkie za to plaże godne uwagi. Miałam pecha, gdyż pogoda nie była najlepsza, ale dgyby zaświeciło słońce widok byłby przepiękny.

 

Będąc w Albany nie można nie zobaczyć Natural Bridge – jeden z piękniejszych monumentów jakie w życiu widziałam. W jego sąsiedztwie znajduje się The Gap (Szelina), która daje niesamowite efekty dźwiękowe, gdy wpadające fale uderzają w skałę. Miejsce godne polecenia.

 

W odległości ok 1h jazdy od Natural Bridge znajduje się kolejna atrakcja – The Tree Top Walk, czyli spacer w koronach czerwonych eukaliptusów, największych drzew w Australii, które osiągają ponad 60 metrów.

 

Cennik:

Parking na Wave Rock – 9 A$

Natural Bridge – gratiss

Tree Top Walk – 8 A$ (dorośli) i 4 A$ (dzieci i studenci)

 

 

Jedna z plaż w Albany

Ja na Natural Bridge

Albany

LANCELIN

Auto miałam na 4 dni więc na maxa chciałam wykorzystać jego posiadanie. Iealnym miejscem na jednodniowy wypad z Perth okazał się Lancelin – raj dla windsurferów i kitesurferów. Plaże nie zachwycają, niemal wzdłuż całej linii brzegowej wejście do wody zblokowane jest wodorostami, ale nie przeszkadza to w uprawianiu wszelkich rodzajów sportów wodnych.

Dodatkowo w odległości kilkuset metrów od plaży można poczuć się jak na Saharze. Po prostu wchodzi się w świat wszędzie panującego piasku. Teren jest górzysty i bardzo dobrze zagospodarowany: można poszaleć tam swoim 4×4 samochodem, wziąć udział w wyścigu quadów lub pozjeżdżać na desce sandboardowej (nie mylić ze snowboardem). 

Lancelin

Lancelin

lancelin-058
Lancelin

 

PERTH

20 grudnia 2008

 

Kolejny przystanek mojej podróży. Stolica największego i najbogatszego stanu Australii. Perth jest naprawdę zaskakujące – skupia 75% ludności całego stanu a po godzinie 18:00 centrum miasta pustoszeje. Godziny funkcjonowania miasta to 9:00 – 17:30 za wyjątkiem piątku, kiedy życie gaśnie ok 21:00. Charakterystyka ta dotyczy głównie miasta, a osoby, którym bardzo zależy na życiu nocnym mogą znależć takowe w dzielnicach, jak np. Freemantle.

 

Dużo by można mówić o Perth, ale postaram się wskazać tylko kilka wad i zalet, które zauważyłam.

 

ZALETY:

– przepiękne plaże (szerokie, białe, z turkusową wodą w linii brzegowej)

– niewątpliwy raj dla miłośników sportów wodnych

– najlepszy klimat w Australii (polecany szczególnie alergikom) – jest środek lata a ja dzieki naturalnej klimatyzacji znad oceanu nie  czuję duchoty, nie męczę się i nie pocę

– darmowa komunikacja w centrum miasta

 

WADY:

– jest chłodno na plaży i nie czuć opalającego słońca

– nie ma transportu nocnego

– przy dłuższym pobycie wskazane jest kupno samochodu

– sklepy otwarte z reguły do 17:30

 

 Na razie zauważyłam tylko tyle.

 

 

Cotlesloe Beach

 

Cottlesloe Beach

 

Atrakcje w ramach miasta:

 

Zakupy – na ogarnięcie City potrzeba 2 dni (to zaledwie 4 równoległe ulice) W ramach bezpłatnej komunikacji można dojechac też do największego centrum wyprzedażowego.

 

Plaże – po prostu cudowne! Najciekawsze niedaleko centrum to Cottlesloe, City Beach i Scarborough. Na plaży wieje niemiłosiernie, co powoduje, że miałki i delikatny piasek ma się dosłownie wszędzie :) Dobrze jest zabrać ze sobą wysoki filtr UV (min. 30+) chustę na uszy i bluzę.

 

Kings Park – przepiękny park połączony razem z ogrodem botanicznym, z którego rozciąga się najpiękniejszy widok na Perth.

 

Perth Zoo – nie zdążyłam dojechać, ale wiele osób mi polecało.

 

Freemantle – dzielnica portowa, miejsce dużo bardziej tętniące życiem niż samo centrum. W piątki organizowany jest bazar owocowo-warzywno-rybny, gdzie można zrobić zapasy na cały tydzień. Można dostać się tam promem, autobusem, pociągiem (ok. 20 min od City). 

 

 

Kings Park - widok na City

 

widok na City z przystani

 

 

SINGAPUR

18 grudnia 2008

 

SINGAPUR LOTNISKO

 

Planując pobyt w Singapurze (lub innym kraju do ktorego zmierzacie) należy pamętać o wypełnieniu karty na pokładzie samolotu, z informacją, jakie są cele Waszej podróży i jak długi pobyt planujecie. Karty pokładowe roznosi załoga samolotu. Nie wzięcie tej karty nie jest dużym problemem, gdyż równie dobrze można dostać ją na lotnisku, ale gdy idzie się z owczym pędem do kolejki po wize ludzie patrzą na ‚zapominalskich’ dziwnie i denerwują się zbyt długim czekaniem.

 

PIERWSZE DNI

 

Okazało się, że w Singapurze nie jest prosto zjeść śniadanie. Pierwszego dnia po przebudzeniu wyruszyłam promiennie w poszukiwaniu czegoś na ząb, ale ku mojemu zdziwieniu nie dostrzegłam nic poza skośnymi sklepikami z niezbyt atrakcyjnie wyglądającym dla nas Europejczyków skośnym jedzeniem. W tym momencie zaczełam tęsknić za cywilizacją. Ostatecznie pierwsze śniadanie zjadłam w Subway’u (niech żyje cywilizacja!) (kanapka za S$6,5 i S$3,5 sok). W innych ogólnoświatowych fast foodach to koszt między 5 a S$12 za posiłek.

 

TRANSPORT

 

Singapur ma cudownie rozwinięty transport – jest kolejka naziemna, podziemna i autobusy. Najlepszą opcją na podróżowane jest wykupienie karty Easy Link, która pozwala na poruszanie się po całym mieście. W klasycznych punktach Easy Link można kupić wyłącznie bilety doładowywane (początkowy kredyt to 15 S$), wszystkie inne w Ticket Office. Przy krótkich pobytach polecam kupno biletu jedno, dwu lub trzy dniowego, ktorych koszt na tę chwilę wynosi  odpowiednio 8 S$, 16 S$ i 24 S$. Płaci się również depozyt w wysokości 10 S$, który można odzyskać zwracając kartę w ciągu 5 dni roboczych po wygaśnięciu biletu. Bilety na przejazd można zakupić również w maszynie, ale pobiera ona wyłącznie monety i banknoty 2 S$ i 50 S$ (nie przyjmuje banknotów pośrednich).

Uwaga: Singapur to niezwykle czyste miasto. Nie wolno wwozić gumy do żucia, kary za wnoszenie jedzienia i picia na stacje komunikacji miejskiej sięgają 500 S$, za zapalenie papierosa 1000 S$. Nie ma zlituj dla nikogo!

 

SENTOSA

 

Na wyspę jedzie się kolejką linową (18.50 S$ transport plus 2 S$ admission). Z atrakcji na wyspie każdy może coś dla siebie wybrać: w lagunie delfinów możliwe jest pływanie z delfinami (taka przyjemność to 150 S$ od osoby, co przy cenie wejścia 23 S$ jest dość sporym wydatkiem), oceanarium (można wejść na bilet z delfinarium i odwrotnie), Tiger Sky Tower (12 S$ dorośli i 8 S$ dzieci), motylarnia, pole golfowe i przede wszystkim piękne plaże! Cała komunikacja na Sentosie  poza taxi jest bezpłatna. Duże autobusy jeżdżą do okoła wyspy, małe odkryte busiki wzdłuż plaż co kilka minut.

 

cable-car

Najdalej wysunięty punkt na południe kontynentu azjatyckiego.

sentosa

PODRÓŻ

11 grudnia 2008

Przy podróży do Australii istnieje konieczność międzylądowania, z reguły w ramach kontynentu azjatyckiego. Postoje te trwają zazwyczaj od 3 do 12 godzin, zależnie od struktury lotu, w czasie których pasażerowie mogą poruszać się w ramach określonych stref na lotnisku lub w niektórych przypadkach wchodzić na terytoria tychże państw. I tu pojawia się problem, który związany jest ze zwykłą pokusą: jeśli ktoś ma międzylądowanie w tak egzotycznym miejscu jak Singapur, Bangkok czy Denpasar to siłą sytuacji chce zobaczyć jak najwięcej. Z drugiej strony jednak ciąży na nim konieczność powrotu o określonym czasie i w określone miejsce na kontynuacje swojego lotu. To rozerwanie może być naprawdę bolesne o ile nie skorzysta się z opcji stop-over, dającej możliwość zrobienia kilkudniowej przerwy w danym kraju bez ponoszenia dodatkowych kosztów, lub przy ich minimalnym udziale (dodatkowe 100-300 zł na bilet plus około 1000 zł na 5 dniowy pobyt).

 Wiedząc o tym wcześniej zaplanowałam stop-over w wymiarze 5 dni, a jako docelowe miejsce wybrałam Singapur. Moje rady związane z podróżą:

– należy zaopatrzyć się w dobre walizki (dobre zamki, najlepiej szyfrowane, lekkie materiały)

– należy pamiętać o limitach bagażowych, które dla bagażu głównego wynoszą max. 23 kg i 7 kg dla podręcznego (w zależności od przewoźnika)

– dobrze jest zakupić podkolanówki uciskowe – profilaktyka naczyniowa stosowana przy wielugodzinnych lotach (nawet jeśli nie ma się problemów ze zdrowiem)

– dobre okulary przeciwsłoneczne i filtry będą niezbędne, szczególnie w okresie między wrześniem a majem

– do Australii ani Singapuru jedzienia wwozić nie można; w samolocie za to karmią i to całkiem nieźle :-)

– do większości krajów, w których możliwe jest dokonanie opcji stop-over, nie potrzeba wizy (dostaje się ją na lotnisku), poza Indonezją, gdzie takowa kosztuje ok $10

KILKA SŁÓW NA POCZĄTEK

8 grudnia 2008

 

Nigdy nie byłam za pisaniem bloga, ale odkąd przebywam w Australii i piszę swój mały pamiętkik, zauważyłam, że pozyskane przeze mnie informacje mogą być bardzo przydatne wszystkim innym planującym wyjazd do Oz. Dlaczego by więc nie podzielić się nimi?

 

Oto jak zaczeła się i przebiegała moja wyprawa…